poniedziałek, 5 listopada 2007

matrix - rewolucje

inspiracja.
i zaczyna się coś dziać. To nie ważne, że sama inspiracja znika jak mgła nad kotlinką - tak samo szybko jak się pojawiła. Zmiany wywołane nią zaczynają nabierać kształtów. Rewolucja rozpędza się i uderza w sedno. To tam właśnie jestem. Jestem i napędzam motorek. Przecież tyle mam do osiągnięcia. Tyle gór do zdobycia, tyle szczytów. Nawet szczyt szczęścia - też jeszcze przede mną.
Ale zanim przejdę do spraw tak przyziemnych jak uczucia, uniesienia, obfite "kocham" w głęboką noc, zanim zachłysnę się szczęściem samym w sobie, zanim umrę - jest jeszcze tyle do zrobienia! Zakupy, praca, remont, wielkie sprzątanie przeszłości. Wyjmuję odkurzacz i biegam za nim po domu, by z każdego kąta wyssać każdą, najmniejszą nawet odrobinkę przeszłości. Odkurzam zdjęcia i wspomnienia ulatują. Zmiany zaczynam od kosmetyki zewnętrznej, ale dobre i to. Wewnętrznie gotuję się do walki. Bo wojna we mnie tkwi wielka. Jeszcze troszkę czekam na swój rok 1410. Jeszcze nagie miecze trzymam pod kołdrą utkaną ze wspomnień. Jeszcze nie dziś, bo nie ma upału. Ale jeszcze styczeń, luty, maj i nadejdzie wiekopomna chwila.
I tylko noce czarniejsze od kawy [bo ja kawę zawsze z mleczkiem piję :)]. Jeszcze trochę dokucza żal. Jeszcze troszkę krwawi zbyt świeża rana. Ale apteczka pod ręką. Woda utleniona, bandaż - i jedziemy dalej. Jutro znów będzie dzień, wieczór, pora niczyja. I ja będę tutaj. Niezmiennie. ILYM - cokolwiek by to miało oznaczać :)

2 komentarze:

Viho pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Viho pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.