sobota, 5 lipca 2008

sobota....

Nie, żeby serce wyschło. Przeciwnie. Ale jestem. Jeszcze oddycham. Jeszcze żyję. Trwam.
Dorwałam kolejną książkę B. Rosiek. Nie trzeba ćpać, by mieć takie przemyślenia. Ja mam je na co dzień. Czy mogłabym napisać książkę? Ale kto by ją czytał? Tacy sami schizo jak ja? Paranoja.

Życie z każdą chwilą przynosi nieoczekiwane. Kochamy nieosiągalnych. Błądzimy w tym co nam zgotuje codzienność. I nagle gdzieś w kącie własnego "ja" znajdujemy zagubioną cząstkę, mały kryształek, szkiełko lub wytarty przez życie plastikowy odłamek. [Czy mi wszystko musi kojarzyć się z plastikiem? :-) ]

Dziś się skończyło, jutro napiera z nową siłą. Jutro wszystko będzie inaczej. Wszystko się poukłada. Tylko trochę wiary, nadziei i miłości...
Nieprawda. Tylko słońce wstanie jutro inaczej. Reszta pozostanie niezmiennie na swoich miejscach. Będzie tkwić tak aż po kres. I pewnie później dalej będzie tak tkwić, ale już nie dla mnie.

Atam.

piątek, 4 lipca 2008

po urlopie....

Cierpliwość trzeba mieć anielską, ażeby znosić własne cielsko.
- J. I. Sztaudynger

mam mnóstwo nowych przemyśleń, jeszcze gorących słońcem i skąpanych w wodach Jeziora Białego, rozleniwionych spacerowo, zatopionych w piance złocistej, ...

Ale z przemyśleń wyrywa mnie muśnięta czerwienią nadmiernej kąpieli słonecznej skóra. I to spasione wakacyjnie cielsko...
Na szczęście to już koniec urlopowych męczarni. Wracam w rzeczywistość. Wracam na ziemię udeptaną, gdzie brak miejsca i czasu na przemyślenia. Zwłaszcza bolesne przemyślenia. W ciągu ośmiu dni zdążyło się tak wiele zdarzyć. Była burza i deszczowe łzy... Słońce wysuszyło ślady po niespełnionych marzeniach. Bo marzenia się nie spełniają. Nie ma takich, nawet najprostszych marzeń, które mogą się spełnić. Wszystko jest tylko złudzeniem trwającym ułamek sekundy krótszy niż mgnienie oka. Pozostaje niesmak goryczy w ustach, gdy starasz się da z siebie więcej niż można a okazuje się, że to nie jest nikomu do niczego na nic... Wszystko jest tylko i wyłącznie niespełnieniem. Teraz czas otrzepać piórka i zabrać się za codzienność. Nie należy koloryzować, mieć i okazywać uczuć, nie można liczyć na nic więcej ponad to, co jest się w stanie zrobić samemu.

Powrócę tu, gdy wyschnie serce....




wtorek, 22 kwietnia 2008

wanilia z Madagaskaru

i co? Czy wanilia w lodach carte d'or jest jakaś wyjątkowa? W końcu tych lodów robią miliony ton.... A ludzie kupują toto by poczuć się wyjątkowo... No głupota!
Ja się na przykład czuję wyjątkowo mimo braku lodów z wanilią. A może właśnie z tego powodu. Czuję się jednakowoż wyjątkowo wyjątkowo. Wyjątkowo jak co dzień nabrałam sobie roboty do domu i wyjątkowo jak nigdy coś z tym zrobiłam. Teraz jestem wyjątkowo zmęczona, ale wyjątkowo nie chce mi się iść spać. Więc siedzę przed kompem wyjątkowo długo. Siedzę i wyjątkowo myślę. To jakby wyjątkowo boli. Zwłaszcza dziś - wyjątkowo. Pewnie jutro myślenie będzie mnie wyjątkowo jeszcze bardziej boleć. Ale już jest powód by czuć się wyjątkowo - nie wydając kasy na lody, nie robiąc sobie wyjątkowo nieudanych przyjemności tylko dlatego że tak trzeba, by poczuć sie jakoś wyjątkowo.
Wyjątkowo udany bełkocik. Życzę sobie wyjątkowo spokojnej nocy. Reszta się pewnie normalnie zwyczajnie poukłada i całą wyjątkowość zaistniałej sytuacji szlag trafi a ja jutro od rana poczuje się zdecydowanie najnormalniej niewyjątkowo.... Czapa!

wtorek, 1 kwietnia 2008

Ty się śmiejesz - a ja w to wierzę....

.... moja wiara to wszystko co mam.

Czas wiosennych porządków. Znów jest co powyrzucać z głowy, z szafy, z życia...
Słońce wyszło i kłębowisko zaszłości widoczne jest gołym okiem. Trzeba przywdziać szaty bojowe i stanąć twarzą w twarz z wyzwaniem.
Zrobiło się ciepło. Tak ogólnie ciepło. Znów można zacząć snuć pajęczynkę marzeń i oplatać nią codzienność.
Jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie....

poniedziałek, 31 marca 2008

ciszę przerwało milczenie.....

milczenie owiec...

to nie jest tak, że jak nie ma mnie to nie ma już nic. jest pustka. pustkowie. przez to pustkowie przebiega przecinka, którą przecinam raz po raz nie zostawiając śladów. zanikam jak ta przecinka - we mgle, w oddali, w nicości. w pustce.

Jak ja okrutnie nienawidzę takiego nastroju! Otacza mnie i osacza. A ja tkwię pośrodku jak kołek w oku. I po co? Dla zasady?

A gdyby tak skończyć to co zaczęte? tak bez uprzedzenia, bez szansy na sprzeciw, bez krzyku i wrzawy wokół nieuniknionego.... tylko coś mnie tu jeszcze trzyma. nie wiem co to jest. może świadomość niedokończonych spraw, które przed końcem należałoby pozamykać... uporządkować chaos, pozbierać do pudełek zabawki, wyprawić podróżników w świat odległy.

Jestem kłębkiem niepoukładanych myśli.
Pomyślę o tym jutro może.....

środa, 23 stycznia 2008

jutro....

....zaczniemy od nowa. Jutro jest wolne od błędów.
Ale dziś żyjmy. Trzeba każdą chwilę przeżyć tak, jakby miała być ostatnią. Bo jeśli rzeczywiście będzie to ostatnia z chwil, to nie będzie nawet chwili czasu by pożałować, że nie była taka, jakiej chcieliśmy. ...
reszta jest milczeniem

wtorek, 15 stycznia 2008

galimatjas

... i wszystko jasne

Zawsze jest tak, jak nigdy wcześniej. I poźniej już nigdy tak nie będzie.
Zamotana jak ćma w kloszu wokół żarówki miotam się i nie znajduję wyjścia. Chyba znów straciłam wątek. W sumie nie po raz pierwszy w życiu. I na pewno nie ostatni. Kolejny chory układ w gwiazdozbiorze. Po jaką cholerę wzbiłam się tak wysoko? Czy aby na pewno tak tylko dla czystego sportu? Egoistycznie i samolubnie straciłam poczucie rzeczywistości. A przecież z drugiej strony stoi człowiek. Ma swoje uczucia, odczucia, emocje.... Sugestie zawistnych spowodowały, że nie pomyślałam o tym odpowiednio wcześnie. Teraz, dwie chwile później, może być już o trzy chwile za daleko. To wszystko mnie zdecydowanie przerasta
- ja jestem tylko mikruskiem na tym świecie, małym elementem mechanizmu, który ma do spełnienia swoją rolę. Nie powinnam chyba marzyć i pragnąć....