sobota, 5 lipca 2008

sobota....

Nie, żeby serce wyschło. Przeciwnie. Ale jestem. Jeszcze oddycham. Jeszcze żyję. Trwam.
Dorwałam kolejną książkę B. Rosiek. Nie trzeba ćpać, by mieć takie przemyślenia. Ja mam je na co dzień. Czy mogłabym napisać książkę? Ale kto by ją czytał? Tacy sami schizo jak ja? Paranoja.

Życie z każdą chwilą przynosi nieoczekiwane. Kochamy nieosiągalnych. Błądzimy w tym co nam zgotuje codzienność. I nagle gdzieś w kącie własnego "ja" znajdujemy zagubioną cząstkę, mały kryształek, szkiełko lub wytarty przez życie plastikowy odłamek. [Czy mi wszystko musi kojarzyć się z plastikiem? :-) ]

Dziś się skończyło, jutro napiera z nową siłą. Jutro wszystko będzie inaczej. Wszystko się poukłada. Tylko trochę wiary, nadziei i miłości...
Nieprawda. Tylko słońce wstanie jutro inaczej. Reszta pozostanie niezmiennie na swoich miejscach. Będzie tkwić tak aż po kres. I pewnie później dalej będzie tak tkwić, ale już nie dla mnie.

Atam.

Brak komentarzy: