tak, to co w życiu jedyne - realizm.
Cierpienia młodego werthera to fikcja. buddenbrookowie to fikcja. harry potter to fikcja. i władca pierścienia też fikcja. Cała chmielewska i musierowicz, nawet wisłocka to fikcja. Realny świat ma swoje prawa, których nie da się w fikcji osadzić. W przeciwnym razie żylibyśmy wszyscy jak isaura i leoncio, jak jaś i małgosia, jak calineczka i tomcio paluszek, jak "m jak miłość"... A tak nie jest.
Od zmierzchu do świtu i od świtu do zmierzchu, wszystko wygląda inaczej. Dni mijają jeden za drugim. Każdy coś ze sobą przynosi - raczej rzadko to, czego pragniemy i na co czekamy. Jak zmienić fikcję w real? jak przyprawić uczuciom skrzydła? jak przeżyć ten czas, by na progu można było powiedzieć Św. Piotrowi - niczego nie żałuję. Dlaczego zawsze to, co kochamy przecieka nam przez palce? Dlaczego gonimy króliczka i nie łapiemy go?
Mój króliczek pewnie gdzieś jest. Czy jest tylko przytulanką? Czy jest ze mną wtedy tylko, gdy czegoś mu brak? Gdy oderwie się uszko, odpadnie ogonek? Gdy potrzebuje pogłaskania po brzuszku? A co będzie, jeśli to mi odpadnie ogonek, naderwie się uszko, rozpruje się brzuszek?
Realny świat skieruje mnie na wysypisko zabawek - nie będę potrzebna już nikomu. powoli, bardzo powoli, jeszcze bardziej powoli - ale jednak: zaczynam przyzwyczajać się do realu, do wysypiska....
środa, 7 listopada 2007
up & down
i tak w kółko.
Całe życie wzloty i bolesne upadki. Po ostatnim wzlocie - było cudownie, pięknie (nie myślałam już, że taki wzlot jest możliwy) i upadku (bolesnym nad wyraz, całe życie przeleciało przed oczami i właściwie to pewnie nic już się nie zdarzy, bo mnie nie ma) zbieram kości do kupy i staram się poukładać z nich szkielet.... Szkielet racjonalnych myśli. Mam lat xx i za sobą więcej upadków niż wzlotów. Pewnie dlatego, że na drodze wyboistej więcej się człowiek potyka niż wzlata... A szkielet muszę teraz stabilny zbudować. Życia lat kilka przede mną jeszcze, dzieciaki trzeba do samodzielności doprowadzić. Nie może mnie byle wietrzyk łamać i strzępami po świecie rozrzucać. Tu jest moje miejsce. Moja twierdza. Moje życie. Moja nadzieja... Może zbyt wybujała nadzieja, może bez szans na spełnienie, okupiona szalonym cierpieniem, na które sama się skazałam ... codziennie po 22giej - godzina tęsknoty. Myśli o niespełnieniu. Czas bólu w dołku. Beznadziei. Rozpaczy. Gniewu na siebie samą. Znów zainstalowałam się w marzeniach. Koszmar. Rano podniosę kości, zatargam je do pracy. Minie dzień jak co dzień. Upadnę znów wieczorem przed ołtarzem z marzeń. Na kolana. Krzyżem będę leżeć. Wtopię się w podłoże. I usnę, by świtem bladym nadziei wypatrywać. A jej coraz mniej. Coraz bardziej to mglistą się osnuwa kotarą. Każdy dzień miast nas zbliżać oddala nas od siebie. I znów: IMYALYSM - jeśli wiesz o czym ja mówię....
Całe życie wzloty i bolesne upadki. Po ostatnim wzlocie - było cudownie, pięknie (nie myślałam już, że taki wzlot jest możliwy) i upadku (bolesnym nad wyraz, całe życie przeleciało przed oczami i właściwie to pewnie nic już się nie zdarzy, bo mnie nie ma) zbieram kości do kupy i staram się poukładać z nich szkielet.... Szkielet racjonalnych myśli. Mam lat xx i za sobą więcej upadków niż wzlotów. Pewnie dlatego, że na drodze wyboistej więcej się człowiek potyka niż wzlata... A szkielet muszę teraz stabilny zbudować. Życia lat kilka przede mną jeszcze, dzieciaki trzeba do samodzielności doprowadzić. Nie może mnie byle wietrzyk łamać i strzępami po świecie rozrzucać. Tu jest moje miejsce. Moja twierdza. Moje życie. Moja nadzieja... Może zbyt wybujała nadzieja, może bez szans na spełnienie, okupiona szalonym cierpieniem, na które sama się skazałam ... codziennie po 22giej - godzina tęsknoty. Myśli o niespełnieniu. Czas bólu w dołku. Beznadziei. Rozpaczy. Gniewu na siebie samą. Znów zainstalowałam się w marzeniach. Koszmar. Rano podniosę kości, zatargam je do pracy. Minie dzień jak co dzień. Upadnę znów wieczorem przed ołtarzem z marzeń. Na kolana. Krzyżem będę leżeć. Wtopię się w podłoże. I usnę, by świtem bladym nadziei wypatrywać. A jej coraz mniej. Coraz bardziej to mglistą się osnuwa kotarą. Każdy dzień miast nas zbliżać oddala nas od siebie. I znów: IMYALYSM - jeśli wiesz o czym ja mówię....
Subskrybuj:
Posty (Atom)