poniedziałek, 31 marca 2008

ciszę przerwało milczenie.....

milczenie owiec...

to nie jest tak, że jak nie ma mnie to nie ma już nic. jest pustka. pustkowie. przez to pustkowie przebiega przecinka, którą przecinam raz po raz nie zostawiając śladów. zanikam jak ta przecinka - we mgle, w oddali, w nicości. w pustce.

Jak ja okrutnie nienawidzę takiego nastroju! Otacza mnie i osacza. A ja tkwię pośrodku jak kołek w oku. I po co? Dla zasady?

A gdyby tak skończyć to co zaczęte? tak bez uprzedzenia, bez szansy na sprzeciw, bez krzyku i wrzawy wokół nieuniknionego.... tylko coś mnie tu jeszcze trzyma. nie wiem co to jest. może świadomość niedokończonych spraw, które przed końcem należałoby pozamykać... uporządkować chaos, pozbierać do pudełek zabawki, wyprawić podróżników w świat odległy.

Jestem kłębkiem niepoukładanych myśli.
Pomyślę o tym jutro może.....