Rok się kończy... Super. Kolejny najgorszy rok w moim życiu dobiega końca. Chyba minęło już te siedem(naście) lat chudych. Mam nadzieję na lepsze jutro.
Jak zawsze na koniec roku, człowiek wpada w wir postanowień. Od przybytku głowa nie boli, więc mam tych postanowień więcej pewnie, niż udźwignąć zdołam. Jak uda mi się zrealizować ich przynajmniej 50%, to moje życie będzie wywrócone do góry nogami. A "moje życie do góry nogami" oznacza tyle samo co normalność. Jasne, są rzeczy, które od normalności zawsze będą odbiegały. Ale będzie to tylko tych kilka małych drobiazgów. Resztę doprowadzę do stanu znormalnienia. Już zaczęłam porządkować sprawy i oddzielać rzeczywistość od mrzonek. Rozprawiłam się z przeszłością, teraźniejszość nierealną zamiatam pod dywan. Jeszcze wystaje frędzelek czy dwa. Jeszcze trochę ją widać i daje znać o sobie. Ale coraz realistyczniej podchodząc do spraw kilku wysnuwam wnioski... To boli i leczy.
poniedziałek, 17 grudnia 2007
niedziela, 2 grudnia 2007
noc
a ja chciałam coś napisać. Jednak to, o czym myślę nie da się opisać. Dlatego milcząc pożegnam się z sobą samą.
Subskrybuj:
Posty (Atom)