piątek, 4 lipca 2008

po urlopie....

Cierpliwość trzeba mieć anielską, ażeby znosić własne cielsko.
- J. I. Sztaudynger

mam mnóstwo nowych przemyśleń, jeszcze gorących słońcem i skąpanych w wodach Jeziora Białego, rozleniwionych spacerowo, zatopionych w piance złocistej, ...

Ale z przemyśleń wyrywa mnie muśnięta czerwienią nadmiernej kąpieli słonecznej skóra. I to spasione wakacyjnie cielsko...
Na szczęście to już koniec urlopowych męczarni. Wracam w rzeczywistość. Wracam na ziemię udeptaną, gdzie brak miejsca i czasu na przemyślenia. Zwłaszcza bolesne przemyślenia. W ciągu ośmiu dni zdążyło się tak wiele zdarzyć. Była burza i deszczowe łzy... Słońce wysuszyło ślady po niespełnionych marzeniach. Bo marzenia się nie spełniają. Nie ma takich, nawet najprostszych marzeń, które mogą się spełnić. Wszystko jest tylko złudzeniem trwającym ułamek sekundy krótszy niż mgnienie oka. Pozostaje niesmak goryczy w ustach, gdy starasz się da z siebie więcej niż można a okazuje się, że to nie jest nikomu do niczego na nic... Wszystko jest tylko i wyłącznie niespełnieniem. Teraz czas otrzepać piórka i zabrać się za codzienność. Nie należy koloryzować, mieć i okazywać uczuć, nie można liczyć na nic więcej ponad to, co jest się w stanie zrobić samemu.

Powrócę tu, gdy wyschnie serce....