czwartek, 29 listopada 2007

Wyciszenie

i spokój....
Coś we mnie ucicha, zanika. Po euforii nadchodzi emocjonalna zima. Brak tlenu powoduje, że ogień wygasa. A ja cierpię na chroniczny brak tlenu. Niedotlenienie serca powoduje niedotlenieniem mózgu. I tworzą się myśli dziwne. Jeszcze mam trochę siły na walkę, jeszcze tli się iskierka nadziei - ale wszystko to z dnia na dzień słabnie i zanika. Jeszcze odczuwam brak i to jest nadzieją. Jeszcze odczuwam potrzebę i staram się jej kurczowo trzymać. Jeszcze jestem. Jestem już cieniem coraz bledszym. Jestem gasnącym zarzewiem mającego nadejść pożaru. Jeśli zgasnę, pożaru nie będzie. Sama w sobie rozdmuchuję iskierki, by nie zgasnąć. Ale w płucach brakuje tlenu. Nie mam siły dmuchać. Słabnę. Znikam...
Czy ktoś odnajdzie mnie pod zaspą śnieżną? Czy może krokusy zakwitną na miejscu, gdzie byłam?

Brak komentarzy: