czwartek, 1 stycznia 2009

a co po życzeniach?

Podnoszę głowę. Opadła mi chyba zbyt nisko. Nos na kwintę nad podkówką...
a czemu na kwintę? Czy jest coś więcej niż kwinta? sexta na przykład? tercja, kwarta, kwinta, sexta? ;) I już można zacząć myśleć pozytywnie.

Noworoczne postanowienie: w tym roku tak jak we wszystich poprzednich i każdym następnym postanawiam (...), (...), (...) i wziąć się w garść.
Żeby się pozbierać i wziąć w garść musiałabym mieć garść znacznie większą niż mam. Wtedy mogłabym także z życia czerpać garściami. No ale pozostaje mi jedynie garść radości i szczypta dziegciu. Ale słowo: dziegciu... A w mianowniku to dziegieć? czy jak? No i mam problem do rozwiązania...
Zajmę się nim później.

Tymczasem wlazłam ociężale w ten kolejny rok. Jak zawsze pierwszy stycznia - nowe nadzieje. To drugi etap po postanowieniach. Tym razem mam nadzieję, że w ciągu najbliższych 365 dni nadzieja pozwoli mi przetrwać nieuniknione, pokonać niechciane, ominąć niepewne i niebezpieczne.
Reszta sama się ułoży. Mam nadzieję.

I kolejny etap: podsumowanie.
W sumie bilans musi wyjść na zero. Ale że ze mnie od zawsze kiepski matematyk, to i bilans od zawsze ujemny... Ubiegłoroczne postanowienia wzięły w łeb jak świąteczny karp. Zdecydowanie minimalistycznie powinnam w tym roku podejść do własnych oczekiwań. Będzie mniej bolało na końcu.
Podsumowując: chyba zabiorę się za pranie, prasowanie itp. Jutro Nowy Rok będzie już tylko wspomnieniem, coraz bardziej mglistym i zatartym przez rzeczywistość. I dobrze...

Brak komentarzy: