niedziela, 11 listopada 2007

śnieg....

Czas na kolejną porcję ekshibicjonizmu....

Jesienną zadumę gwałtownie przerwała nawałnica białego puchu. Śnieg pokrył cały mój świat. Nie jestem gotowa na zimowe szaleństwo. Mam niezimowe oponki, niezimowe odzienie, niezimowe myśli. W duszy raczej wiosenna burza pełna błyskawic i grzmotów. A ten śnieg ni z tego ni z owego spadł, by ostudzić emocje. Marzenia zamrozić pięknym wzorem na szybie. Zepchnąć na plan dalszy (5 x dalszy) ciepłe myśli.
Wielkimi krokami nadchodzi czas długich zimowych wieczorów, w których jedynym ciepłym akcentem jest kubek kakao... Czas przedświątecznego sprzątania mojego małego świata. Czas pożegnań i postanowień. Czas refleksji nad przemijaniem. Czas, by wkroczyć w nowy świat.
Spadający ze ściany kalendarz bezlitosnym hukiem uświadomi mi po raz kolejny upływ czasu. Kolejny "level" przebrnięty z mozołem. Trzeba wylizać rany, podliczyć zyski (brak) i straty (oj!). Rzucić się z nadzieją na kolejne wyzwania, by za rok stwierdzić, że się nie potrafiło im sprostać.

A teraz rządzi Matthias Reim:
"Doch da war mehr
Wir hatten nicht den Mut, uns das zu sagen
Im Kopf stell' ich mir tausendmal die Frage:
War da nicht mehr für Dich und mich?
War'n wir zu blöd, es zu kapier'n
War da nicht mehr, um so zu enden,
Um aneinander zu erfrier'n?"

Brak komentarzy: